Blog kategorie
Jak powaliłam trądzik - historia osobista 0
Jak powaliłam trądzik - historia osobista

Na co dzień odpowiadam na Wasze pytania odnośnie doboru kosmetyków. Dziś opowiem Wam historię osobistą. Opowiadam ją każdemu, kto boryka się z problemem trądziku. A teraz postanowiłam o tym napisać, aby trafiła do wszystkich poszukujących skutecznych metod walki z tym "dziadostwem". Postaram się, aby było krótko, ale treściwie i konkretnie (na zdjęciu jestem ja - jako dowód, że trądu już nie ma :).

Zaczęło się mniej więcej w okolicach 15. roku życia. Pojawił się trądzik. A jak się rozpoczął, nie dał żyć. Był po prostu paskudny. Gdy dziś o nim mówię, nazywam go po prostu "trąd" - zasłużył sobie na to. Miałam zmiany ropne, podskórne, rozlewające się... wszystko, co tylko można mieć. Trąd występował na całej twarzy bez wyjątku plus oczywiście szyja, dekolt, ramiona i plecy. Wszędzie zmasowany atak. 

Bardzo bolało, swędziało. Nie wspomnę nic o wyglądzie. Ani o samopoczuciu. Przez pięć długich lat unikałam jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi, poza totalnie obowiązkowymi (czyli studia). W tym zamykał się mój cały świat. W ciągu tych pięciu długich lat podjęłam całe mnóstwo działań, zjadłam pół apteki leków, wykonałam setki zabiegów kosmetycznych. Oczywiście korzystałam z konsultacji lekarzy: endokrynologów i dermatologów, a także dietetyka. Codzienne wyrzeczenia i zakazy kulinarne, codzienne wizyty u kosmetyczki na tzw. prądach, które koiły ból i świąd skóry. Konsultacje lekarskie wykryły wiele nieprawidłowości w gospodarce hormonalnej, ale podjęte leczenie hormonalne absolutnie nie przynosiło skutku, a niektóre leki powodowały drastyczny wzrost liczby ropnych i podskórnych potworów. Spróbowałam zatem dermatologicznych porad i zaczęłam zajadać się antybiotykami - faszerowałam się nimi od środka i od zewnątrz. I muszę przyznać były efekty! Ale utrzymywały się góra dwa tygodnie po odstawieniu leków. Potem wszystko wracało do normy. 

Po którejś serii abtybiotykoterapii i ponownym nawale ropnych wyprysków po prostu rozpłakałam się lekarzowi podczas ostatniej (wtedy jeszcze tego nie wiedziałam) wizyty. Pan doktor rzeczywiście rozkładał ręce, nie wiedział co począć, nie miał w sumie żadnego pomysłu co dalej. Wszystko działo się niecałe 20 lat temu i sądząc po dzisiejszych sposobach leczenia pewnie jednym, który zostałby mi zalecony przez lekarzy byłaby terapia bardzo silnym lekiem (nie chcę tutaj wymieniać jego nazwy) - bardzo popularna dziś i szalenie rozpowszechniana terapia przez lekarzy. Znam osobę, która niesamowicie cierpiała podczas kuracji tym lekiem, skórę miała bardzo suchą, usta spękane, narzekała na ból stawów i ogóle bardzo mocne pogorszenie samopoczucia. Bardzo, bardzo jej współczułam, wiem, co to znaczy mieć trądzik i wiem co to znaczy chcieć się go pozbyć - zrobi się praktycznie wszystko. Więc ja też zrobiłam :) Poszłam za jedyną radą jaką dał mi dermatolog i zrobiłam kurację własną krwią.

Lekarz wyjaśnił mi co mam zrobić w ciągu zaledwie 30 sekund. Trzeba pobrać krew z żyły i podać do mięśnia - tę samą krew, od razu po pobraniu. Pierwszego dnia 2 ml - dzień przerwy - potem 4 ml - dzień przerwy - 6 ml - dzień przerwy - 8 ml - dzień przerwy - 10 ml - dzień przerwy - 8 ml - dzień przerwy - 6 ml - dzień przerwy - 4 ml - dzień przerwy - 2 ml - koniec kuracji. 

Nazajutrz byłam już umówiona z pielęgniarką - znajomą mojej mamy. Wykonała pierwsze pobranie i od razu zastrzyk w mięsień. Robiła to pierwszy raz :) Czułam się trochę dziwnie, bo mówiłam jej co ma robić, nie mając zielonego pojęcia o terapii. Przyznam, że byłam tak zdesperowana, że nie interesowało mnie co to za terapia, nie szukałam, nie pytałam. Po prostu była to jedyna deska ratunku, a ja po prostu ją chwyciłam. Nie żałuję. Wręcz odwrotnie.

Po pierwszej kuracji miałam twarz, jak przysłowiowa pupcia niemowlaka. To było niemożliwe, a jednak... Nie miałam żadnego pryszcza, żadnego wągra, nic, zero. Efekt tej terapii był piorunujący. A tak bardzo bałam się powrotu trądziku (bo zawsze miało to miejsce), że zrobiłam trzy takie sesje w odstępach dwóch tygodni. 

I tak zakończyła się moja przygoda z trądzikiem. Szybko i konkretnie. Bardzo niespodziewanie. Czy wierzyłam w terapię, gdy ją zaczęłam? W sumie nie myślałam o niej ani dobrze, ani źle. Po prostu kolejne coś co mogę zrobić, a nóż wyjdzie. Żadnych złudnych nadziei, żadnego hura optymizmu, nic z tych rzeczy. Tak wiele razy się zawiodłam, że kolejne terapie po prostu nie robiły na mnie większego wrażenia. Pamiętam też, że kiedy lekarz tłumaczył co mam zrobić, absolutnie nie przeraziło mnie, że to będzie pobieranie krwi, potem zastrzyki w dodatku z tej krwi! - dziś na samą myśl o pobraniu krwi, czy zastrzyku po prostu robię się zielona. Wówczas absolutnie nic takiego nie miało miejsca.

Nigdy więcej w życiu nie miałam problemów z trądzikiem. Ale jest jeszcze coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Przestałam chorować, a kiedy już naprawdę coś mnie dopadnie (raz na jakieś 3 lata) to wychodzę na czosnku, normalnie funkcjonuję, choroba nie doskwiera mi jakoś szczególnie. 

Dziś wiem, że terapia, którą zaproponował mi lekarz, a ja bez zastanowienia ją zaakceptowałam to tzw. autohemoterapia - czyli terapia własną krwią. To najprawdopodobniej stara chińska metoda leczenia, dziś bardzo chętnie wykorzystywana w medycynie niekonwencjonalnej. Kiedy przeglądam strony internetowe poświęcone tej metodzie widzę, że moje proporcje krwi były większe od tych standardowych - zalecane maksymalnie 5 ml, a ja kazałam sobie wstrzyknąć 10 ml - no generalnie tak zalecił lekarz :) Wówczas tego nie wiedziałam, ale jak widać, zupełnie nie było mi to potrzebne do szczęścia :) 

Myślę, że każdy, kto sięga po silne, wyniszczające leki powinien najpierw spróbować innych metod, mniej inwazyjnych. Po pierwsze działają znacznie szybciej, po drugie w mojej ocenie i osobistym doświadczeniu - są znacznie skuteczniejsze. 

Jeśli masz pytania o tę terapię i moje doświadczenia z nią związane, chętnie odpowiem na każde z nich :) Trzymam kciuki za Twoją walkę!

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl